Kartki chronologicznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poczta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poczta. Pokaż wszystkie posty

Kurier

13 grudnia 2017, środa
trzydzieści pięć minut na pierwszą po południu

Udało mi się wreszcie uspokoić Kitkę i położyć do łóżeczka w towarzystwie niedźwiadka, którego dostała od Dziadków. Miś leży na brzuszku i opiera łebek o niebieską poduszkę, pilnując snów naszej Kitki. A jak się go odpowiednio dotknie, to zaczyna chrapać. Kitka wówczas wpatruje się w niego, marszcząc zabawnie lub otwierając oczy pełne szczerego zdziwienia. Tego południa sen jednak nie chciał przyjść, nawet Miś nie pomagał, bo Kitkę najwyraźniej męczyły problemy trawienne. Na chwilę jednak odpuściły i mała leżała grzecznie u siebie, a ja korzystałam z chwili - i także położyłam się, wpatrując w pomarańczowo-granatowe sowy nadrukowane na ochraniaczu.

Z lekkiego półsnu niespodziewanie wyrwał mnie dźwięk domofonu. Zerwałam się, ignorując rwący ból, który od porodu nie zechciał jeszcze opuścić lewego biodra. Kitka nie zwróciła uwagi na dzwonek, więc pokuśtykałam do drzwi. Z Lubym czekaliśmy na przesyłkę, więc tym bardziej zacisnęłam zęby. Faktycznie, przez domofon zapowiedział się kurier. Po chwili zapukał do drzwi mieszkania.

Wysoki, ciemnowłosy chłopak mógł być w podobnym wieku, co ja. Stał w dość swobodnej pozie, patrząc na mnie z ukosa. Wyglądał, jakby żuł gumę, ale co mnie to obchodziło? W lewym uchu miał słuchawkę bluetooth, która pewnie jest standardowym wyposażeniem kurierów. Z urody przypominał mi jakiegoś starego znajomego, ale zupełnie nie byłam w stanie dopasować do tej twarzy konkretnej osoby.

- Dzień dobry. Pani spod 2X prosiła, żeby zostawić przesyłkę u sąsiadów, a ona sobie ją odbierze później - powiedział niemal jednym tchem. Przez chwilę sądziłam, że się przesłyszałam. Zamrugałam zaskoczona.
- Słucham?
Kurier powtórzył wcześniejszą kwestię; że sąsiadka, że później sobie odbierze, że czy może zostawić paczkę u mnie?
- Nie, nie znam tej pani - odpowiedziałam wreszcie, gdy tylko odzyskałam rezon.
- No, może się pani nie zgodzić...
Mogę? Dziękuję za pozwolenie - pomyślałam, jednocześnie starałam się zapanować nad mimiką, by nie wykrzywić się w cierpkim uśmiechu.
- W takim razie odmawiam. Nie znam tej pani, nie przyjmę jej paczki - powiedziałam spokojnie. Kurier skrzywił się, wyraźnie liczył, że się zgodzę i będzie miał odfajkowaną kolejną przesyłkę. 
- No, dobrze. Po prostu była pani pierwsza... - mruknął. - Do widzenia - rzucił i gdy ja zamykałam drzwi, już pukał do sąsiadów obok. 

Ciekawe, czy faktycznie adresatka wyraziła taką prośbę, by zostawić paczkę u losowego mieszkańca bloku - czy kurierowi nie chciało się wchodzić na trzecie piętro? No i co to znaczyło, że byłam pierwsza? W sumie, może mieszkańcy parteru po prostu byli w pracy - pomyślałam, patrząc na dość wczesną porę. Nie miałam jednak czasu dalej roztrząsać tej kwestii, ponieważ Kitka znów się obudziła, męczona swoimi problemami, które w tej chwili stanowią dla niej większą część jej świata.

Dostarczone do rąk własnych

30 sierpnia 2016, wtorek
trzy ćwierci na szóstą wieczór.

Jak co dzień, zanim otworzyłam drzwi mieszkania, zajrzałam do skrzynki pocztowej. Początkowo nic się nie wydarzyło ciekawego. Wyciągnęłam najnowszy katalog IKEI, może się przyda. Pod nim jednak czekało na mnie o wiele większe zaskoczenie, niż mogłabym sobie tego dnia wyobrazić.

Nie może być! Przecież znam tę kopertę - pomyślałam zdziwiona, kiedy na dnie skrzynki dostrzegłam list. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy - było moje pismo oraz niebieskie znaczki, które własnoręcznie umieszczałam na kopercie niemal dwa miesiące temu. Drugim szczegółem natomiast była biało-żółta, dwujęzyczna naklejka pod niemal wykaligrafowanym przeze mnie słówkiem: France.
Treść naklejki w języku francuskim i angielskim brzmiała mniej więcej tak:
Poczta uczyniła wszystko, co w jej mocy, aby dostarczyć niniejszą przesyłkę pod wskazany adres, jednak nie zdołała tego uczynić, ponieważ: 
Poniżej wymieniono cztery powody, lecz tylko jeden został zaznaczony:
- adresat nie został odnaleziony pod podanym adresem.
 
Och, dobrze wiem, że nie został! - pomyślałam, śmiejąc się w duchu. - Zresztą, wiem nawet dlaczego!

Wymieniony na kopercie adresat od dwóch tygodni znajdował się już w Polsce, a niemal sześć tygodni oczekiwał na doręczenie tejże przesyłki. Ach, francuska poczta jest zadziwiająca... Natomiast Luby późniejszym wieczorem, kiedy powrócił z sesji, prawdziwie się wzruszył - po półtora miesiąca otrzymawszy kartkę urodzinową, którą słałam mu, gdy przebywał na obczyźnie.